Tekturowy nóż

W oczekiwaniu na odpowiedź Sądu przeglądałam Internet w poszukiwaniu informacji o Luizie K. W prasie przewijały się tytuły takie jak "Lesbijka satanistka zadźgała sąsiada" czy "Zabiła trzy dni po swoich osiemnastych urodzinach". Mimo cenzury na zdjęciach, widzę w jej twarzy moje koleżanki z nastoletnich lat. Dziewczyna, jakich wiele w liceach o profilach artystycznych – piercing, kolorowe włosy. W tym środowisku mogła się niewiele wyróżniać, jednak w Podebłociu (woj. mazowieckie) wzbudzała nie lada sensację. W aktach można wyczytać: "w miejscu zamieszkania nie cieszy się pozytywną opinią", co dziennikarze w oparciu o rozmowy z mieszkańcami wsi tłumaczyli nie tylko odmienną orientacją seksualną i wyglądem Luizy – nastolatka bywała agresywna i zachowywała się nieobliczalnie. Już jako 13-latka regularnie piła piwo, zażywała rozmaite leki i dopalacze. W 2012 r. została zatrzymana przez policję w związku z bezczeszczeniem nagrobków, po których jeździła rowerem i fotografowała się. Jeszcze w tym samym roku ukradła z cmentarza w Podebłociu kilka krzyży i figurkę Matki Boskiej, którą gdzieś zakopała. Postawiony jej zarzut zbezczeszczenia symboli religijnych dotyczył także spalenia Biblii i rozrzucenia jej kartek w opuszczonym budynku. Sprawa Luizy, wówczas gimnazjalistki, trafiła do sądu rodzinnego, który zlecił rodzicom pisanie sprawozdań na temat zachowań córki. Takie pisma jednak nie wpływały. W domu rodzinnym dziewczyny obecny był alkohol, przemoc i obojętność.

Zrzut ekranu 2018-04-12 o 08.13.25.png

Luiza uczęszczała do Zespołu Szkół Plastycznych w Radomiu, a następnie w Nałęczowie. Udało mi się porozmawiać z ówczesną uczennicą nałęczowskiego "plastyka". Opowiadała, jak jeden z kolegów zakładał afrykańską maskę i chował się w toalecie, a gdy ktoś nadchodził, wyskakiwał z krzykiem, zaś jego koleżanka nagrywała telefonem reakcje zaskoczonych. Nastraszyli także Luizę. Początkowo zaśmiała się jak inni, jednak jakiś czas później odszukała żartownisi i przyłożyła chłopakowi do gardła wielki nóż.

To też jest takie zabawne?

– spytała.

Nastolatkowie zgłosili zdarzenie dyrekcji oraz do kierownika przyszkolnego internatu, w którym Luiza mieszkała. Wezwana na dywanik oznajmiła, że nóż był z tektury, a grono pedagogiczne jej uwierzyło. Mimo sprzeciwu uczniów, agresywna uczennica nie została wydalona. W końcu jednak, po wielu innych przewinieniach, dyrekcja postawiła K. ultimatum. Nie znam jego szczegółów, jednak krnąbrna uczennica wolała przenieść się do innej szkoły, niż zgodzić się na postawione warunki.

. . .

Na początku lutego 2016 r. Luiza skończyła 18 lat. Trwały ferie, po których miała nie wracać już do internatu w Nałęczowie i kontynuować pierwszą klasę w technikum drzewnym w Garbatce-Letnisku (woj. mazowieckie). W piątkowy poranek odwiedził ją znajomy Krzysztof M. W wyroku napisano, że 19-latek przywiózł ze sobą "bliżej nieustalone leki, wśród których był lek o nazwie A." (Acodin?). Oprócz zażywania medykamentów, wypili małą buteleczkę rumu i mocny bimber. Około godziny 14. zabrali ze sobą małego psa Luizy i wyszli do pobliskiego pubu. Gdy okazał się jeszcze zamknięty, udali się do pustostanu w pobliżu stacji PKP i pili zabrany z domu alkohol. Stamtąd wrócili do pubu, gdzie po kilku piwach doszło do sprzeczki. Krzysztof usilnie próbował posadzić sobie Luizę na kolanach, na co ona się nie zgadzała. Później nietrzeźwa nastolatka zwymiotowała w toalecie, no co zwróciła uwagę właścicielka lokalu. Ci jednak nie mieli zamiaru sprzątać i udali się w stronę peronów. Krzysztof odjechał do Otwocka, a z pociągu wysiadł pijany ojciec Luizy. Mężczyzna zaczął się awanturować, miał pretensje, że córka zabrała ze sobą psa. Po szarpaninie ruszył do sklepu po alkohol, a nastolatka poszła w stronę domu.

Złość na ojca i żal wobec dobierającego się do niej kolegi wzmagały się pod wpływem substancji odurzających. Wzburzona psychicznie dziewczyna zboczyła z trasy, a na swojej drodze spotkała Wiesława P. 62-latek pilnował rannej sarny, której potrącenia był świadkiem. Sprawca zgłosił wypadek policji i pojechał po leśniczego, a P. zaoferował swoją pomoc i pozostał przy zwierzęciu. Był emerytowanym kolejarzem, mieszkał samotnie w bliskim sąsiedztwie Luizy, nie znali się jednak.

Dziewczyna zaatakowała Wiesława P. obosiecznym nożem z 17,5 cm ostrzem, zadając dziesięć ciosów w głowę, szyję, klatkę piersiową, brzuch i okolice prawego przedramienia. Mężczyzna zmarł na miejscu.

skan 3.png

Fragment wyroku S.O. w Siedlcach


Krótko po zdarzeniu Luiza dotarła do domu, gdzie pijany ojciec urządził następną awanturę. Po szamotaninie, nastolatka wyszła, by około godziny 21. odebrać z dworca matkę. Po drodze mijała miejsce morderstwa, w którym roiło się już od policjantów. Zatrzymała się na chwilę, by zrobić zdjęcie, które wysłała do przyjaciółki. Zwierzyła się jej z wydarzeń sprzed kilku godzin, pisząc, że obawia się konsekwencji. Uważała też, że to ona pierwsza została zaatakowana i działała w samoobronie.

Następnego ranka K. spaliła w lesie zakrwawione ubrania i drewnianą rękojeść noża, a pozostałości (w tym ostrze) zakopała. O 6. rano ruszyła pociągiem do Radomia na spotkanie z przyjaciółką.

Policjanci już w pierwszej dobie ustalili, kto może mieć bezpośredni związek ze zgonem mężczyzny. Zaskoczona 18-latka została zatrzymana w sobotę w Radomiu. Podczas składania wyjaśnień (zdjęcie) oświadczyła, że nie pamięta, co się wydarzyło, ponieważ była pod wpływem alkoholu. Zabezpieczone ślady i zgromadzony materiał dowodowy dały prokuraturze podstawę do przedstawienia jej zarzutu zabójstwa i umieszczenia w areszcie śledczym.



Już po zatrzymaniu policjanci odnaleźli nadpalone i zakrwawione ubrania oraz ostrze noża, którym miał być zabity Wiesław P. Przedmioty zostały skierowane do badań w laboratorium kryminalistycznym.

. . .

Kilka dni po zatrzymaniu Luizy, Krzysztof M. popełnił samobójstwo. 11 lutego wyszedł na tory pomiędzy stacją Śródborów a Pogorzel pod Otwockiem. Poniósł śmierć na miejscu. (klik) (klik) (klik)

Może czuł się winny tego zajścia. Gdyby on wtedy nie przyjechał, to wszystko nie miałoby miejsca. Nie piłabym alkoholu, nie zażywałabym tabletek

– mówiła później przed sądem Luiza.

. . .

15 lutego w programie "Uwaga!" został wyemitowany reportaż na temat tej zbrodni (klik).

W Podebłociu huczało od plotek. Ludzie uznali, że Luiza zabiła z pobudek satanistycznych, mówili wręcz o opętaniu. Opowiadali o jej dziwnym wyglądzie i niepokojących, epatujących fascynacją śmiercią zdjęciach z mediów społecznościowych. O Wiesławie P. wyrażali się tylko dobrze, jako o spokojnym człowieku, z którym nikt nigdy nie miał żadnych zatargów.

Był kawalerem, to był "dusza człowiek". Lubił sobie wypić czasem piwo, ale nigdy nie był agresywny, nie zaczepiał kobiet

– mówił brat ofiary.

Znam oskarżoną z widzenia, ale nie umiem nic powiedzieć na jej temat

– dodał.

(zdjęcie)

. . .

We wrześniu Luiza przyznała się do zarzucanych jej czynów, a na początku października złożyła obszerne wyjaśnienia.

Badania psychiatryczne podejrzanej nie pozwoliły biegłym na wydanie opinii o stanie jej zdrowia, dlatego nastolatka trafiła na czterotygodniową obserwację sądowo-psychiatryczną do szpitala w Pruszkowie. Z opracowanej przez biegłych psychiatrów i psychologa opinii nie wynikało, by w momencie popełniania zbrodni była niepoczytalna.

Biegli opiniujący Luizę K. nie byli w stanie wypowiedzieć się co do motywacji zachowania oskarżonej. W opinii czytamy: "Biorąc pod uwagę dyspozycje osobowościowe Luizy K. i rozmiar agresji tempore criminis, stwierdzić należy, że musiał na nią zadziałać silny, nieustalony, negatywny czynnik sytuacyjny. Spożyty alkohol był dodatkowym czynnikiem odhamowującym. Inaczej mówiąc musiało dojść do skumulowania napięcia i negatywnych emocji i odblokowania zachowania nieakceptowalnego przez opiniowaną i nie będącego przyjętym przez nią sposobem reagowania w sytuacjach trudnych".

. . .

W grudniu w Sądzie Okręgowym w Siedlcach rozpoczął się proces, w którym Luiza K. (zdjęcie) ponownie przyznała się do zabicia Wiesława P. i potwierdziła wyjaśnienia, które złożyła w śledztwie. Utrzymywała, że to ona pierwsza została napadnięta przez mężczyznę.

Leżałam na plecach, na boku. Napastnik na mnie siedział, dusił. Krzyczałam i płakałam, próbowałam wyrwać się i uciec. Bałam się, że zostanę zgwałcona. Wpadłam w histerię i w pewnym momencie w moich rękach znalazł się nóż. Machałam nim na oślep

– relacjonowała. Nie umiała jednak odpowiedzieć na pytanie oskarżyciela posiłkowego, dlaczego, skoro miała tylko "machać nożem", ofiara miała poderżnięte gardło.

Do tej pory nie mogę się pogodzić z tym, co się stało, żałuję tego. Wolałabym oddać swoje życie, żeby tamto zdarzenie nie miało miejsca

– oświadczyła przed sądem.

Podkreślała też, że wcześniej nie przyznawała się do winy, "bo nie chciała przyznać się przed samą sobą, że dokonała czegoś tak strasznego".

(zdjęcie)

. . .

Po dwóch latach od zbrodni wciąż nie zapadł wyrok. Ku zdziwieniu mieszkańców Podebłocia, na początku lutego 2018 r. Luiza K. zaczęła być widywana we wsi. Zapadł strach.

Areszt tymczasowy do wyroku może trwać najdłużej dwa lata. W przypadku Luizy K. ten okres prawie minął, a wyrok wciąż nie zapadł ze względu na ciężką chorobę jednego z biegłych i konieczność powołania innego. W związku z tym Sąd Okręgowy w Siedlcach zwrócił się do Sądu Apelacyjnego w Lublinie z wnioskiem o przedłużenie aresztu, jednak ten wniosku nie uwzględnił. Zażalenie na to postanowienie złożyła prokuratura w Garwolnie, jednak i ono zostało odrzucone, a Luiza K. zwolniona z aresztu.

Była to prosta sprawa, a jednak nie doszło do jej finału

– mówiła Barbara du Château, rzeczniczka Sądu Apelacyjnego w Lublinie.

Nie mogliśmy postąpić inaczej, jak zwolnić Luizy K., jednak sprawa dalej się toczy i niebawem zapadnie wyrok. Oskarżona będzie odpowiadała za swój czyn z wolnej stopy.

Reportaż TVN-u —> klik

23 lutego miała się odbyć kolejna rozprawa, jednak oskarżona nie stawiła się przed Sądem. Po ustaleniu następnej daty wysłano do oskarżonej pismo, które było dwukrotnie awizowane i nie zostało odebrane w terminie. W międzyczasie Luiza K. poinformowała Sąd, że zmieniła miejsce zamieszkania i przebywa w Warszawie. Było już jednak za późno, aby przesunąć termin i Sąd ostatecznie uznał, że oskarżona została prawidłowo powiadomiona o dacie rozprawy, która odbyła się pod koniec marca, ponownie bez jej udziału.

. . .

10 kwietnia 2018 r. w Sądzie Okręgowym w Siedlcach Luiza K. (zdjęcie) pojawiła się z rodzicami i partnerką (zdjęcie). Po ogłoszeniu wyroku 15 lat pozbawienia wolności, na polecenie przewodniczącego składu orzekającego, oskarżona została wyprowadzona przez policjantów i odwieziona do aresztu (zdjęcie). Dwa lata, które K. spędziła w areszcie tymczasowym, zostały zaliczone na poczet orzeczonej kary.

Obrona prosiła, aby Sąd przy kwalifikacji czynu wziął pod uwagę to, że Luiza K. działała w warunkach obrony koniecznej lub w afekcie. Prokurator i oskarżyciel posiłkowy wnioskowali o 25 lat pozbawienia wolności. Sąd uznał jednak taką karę za "rażąco surową" i dodał: "nie można kształtować wymiaru kary tylko i wyłącznie na podstawie skutku w postaci śmierci człowieka w oderwaniu od wszystkich innych okoliczności". Uznał też Luizę K. za osobę "w wysokim stopniu zdemoralizowaną", a jako okoliczności łagodzące "kolejność nagłości zamiaru*", młodociany wiek i dotychczasową niekaralność.

Sąd nie uwierzył w to, że Wiesław P. miał pierwszy zaatakować Luizę, a jej wersja wydarzeń "nie znajduje żadnego potwierdzenia w materiale dowodowym". P. w chwili zdarzenia był także pod wpływem alkoholu, jednak z akt sprawy nie wynika, aby zachowywał się agresywnie. Kierowca, który potrącił sarnę, był wręcz przekonany o tym, że mężczyzna był trzeźwy. Sąd uznał także, że Wiesław P. nie był w stanie rozpoznać, kto idzie w jego stronę i nie zaatakowałby nieznajomej osoby. Jego rany świadczyły także o tym, że zasłaniał się i bronił przed napastniczką. Nie ma także podstaw, by uznać, że Luiza K. działała w obronie koniecznej.

Wyrok nie był prawomocny. Wiem, że apelacja była składana do S.A. w Lublinie, ten jednak odpisał, że wyrok w tej sprawie jeszcze nie zapadł.

. . .

W reportażu "Uwagi!", dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Garbatce-Letnisku powiedział:

Obraz dziecka jest obrazem ludzi, których poznało na swojej drodze. Może jest to opowieść o też wielkiej samotności ludzi i o niewydolności tych, którzy powinni odpowiadać za przecieranie drogi młodym ludziom. A ta dziewczyna na początku swojej drogi życia już ma wielką plombę, wielką stygmę, która będzie jej już zawsze towarzyszyć. To jest coś, co przesądza o jej losie. Może trafi kiedyś na ludzi, którzy zbudują inne aksjomaty w niej, pozwolą uwierzyć w dobrą kartę, która powinna jej się w życiu przytrafić. Może tak powinno być.

. . .

*zamiar nagły – sprawca działa szybko, bez wcześniejszego planowania czynu zabronionego (przeciwieństwo działania z premedytacją)

• • •

Przeglądając komentarze pod artykułem na temat zwolnienia Luizy K. z aresztu, wpadłam na wypowiedź najprawdopodobniej jej samej oraz na wpis osoby o nicku "znam Luizę", która opowiadała o swoim pobycie w celi z oskarżoną.

1 znam luizę.png

2 witam, tu luiza.png

Pojawił się tam także komentarz "Uwaga TVN Tomasz Wanat" z prośbą o kontakt. W późniejszym reportażu "Uwagi!" wypowiadała się kobieta, która poznała Luizę w więzieniu. Reporter proponował wywiad oskarżonej, ale najwyraźniej się nie skusiła.

3.png

• • •

Do napisania powyższego tekstu korzystałam z zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Apelacyjnego w Lublinie.

Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

• • •

Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie bym mogła pozwolić sobie na poświęcenie większej ilości czasu na pisanie dla Was to zapraszam na mój Patronite. Prowadzę tam także bloga z dodatkowymi informacjami o zbrodniach, których temat aktualnie poruszam.

Moje teksty wrzucam też na Wykop (tu i tu), gdzie w sekcji komentarzy znajdziecie super ciekawe dyskusje. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Powyższy artykuł na wykopkowym Mikroblogu znajdziecie tutaj.

15

Komentarze