Ciocia Olga

Aneta wychowywała się na przestrzeni lat 80. i 90. w małym mieszkaniu na obrzeżach mazurskiego Węgorzewa. Niewielki pokój dzieliła z młodszym o rok bratem, a salon zajmowali rodzice. Ojciec w wypadku samochodowym stracił jedno oko, na drugie widział słabo. Czas na bezrobociu zajmował sobie piciem alkoholu. Rzadko bywał trzeźwy, a w stanie wskazującym stawał się agresywny, bił dzieci i żonę. Gdy wszczynał kolejną awanturę, kobieta uciekała z maluchami na klatkę schodową, gdzie godzinami nasłuchiwali odgłosów z mieszkania. Cisza oznaczała, że ojciec w końcu zasnął i wreszcie mogą wrócić do łóżek. Zdarzało się, że mężczyzna pił długo po powrocie do domu, a przestraszona rodzina musiała nocować na strychu lub na zimnych schodach.

Starsza córka Barczuków nigdy nie uczyła się zbyt dobrze, ale zawsze udawało jej się zdać do następnej klasy. Szybko poznała smak papierosów i alkoholu, za którym jednak nie przepadała. Za to pod koniec siódmej klasy szkoły podstawowej zaczęła wąchać klej i rozpuszczalnik. Rok później już regularnie wagarowała i uciekała z domu. Za pierwszym razem matka szybko ją znalazła, później jednak Aneta znikała coraz częściej i na dłużej – zdarzało się, że nie było jej nawet miesiąc. W 1995 roku towarzystwo "klejarzy" zapoznało ją z Grześkiem. 15-latka po uszy zakochała się w starszym o siedem lat mężczyźnie i za wszelką cenę chciała pomóc mu wyjść z nałogu – heroiny.

Było mi go szkoda. On nie miał nikogo

– mówiła.

Rodzice Grzegorza nie interesowali się synem – matka była alkoholiczką, pracowała na dwie zmiany jako stróż, rzadko bywała w domu. Ojciec też nieczęsto się zjawiał. Zanim całkiem opuścił rodzinę i wyjechał do Niemiec, był pracownikiem budowlanym.

Aneta po skończeniu podstawówki rozpoczęła naukę w szkole zawodowej o profilu kelnerskim. Po pierwszej klasie została wyrzucona za niewłaściwe zachowanie i przeniosła się na profil cukierniczy. Mimo próśb matki, nastolatka rzadko chodziła do szkoły i całymi dniami przesiadywała u swojego chłopaka. Gdy wyjątkowo zjawiała się na lekcjach, Grzegorz wyczekiwał na nią pod szkołą, paląc papierosa za papierosem. Razem szli do jego mieszkania, gdzie zwykle oglądali telewizję i palili marihuanę. To z nim nastolatka po raz pierwszy spróbowała amfetaminy, a później heroiny. Pierwszą dawkę kompotu podał jej dożylnie. Drugi raz wzięła po dwóch tygodniach, później już ćpała co najmniej raz w tygodniu. Uzależniła się po pół roku. Kleju już nie wąchała, za to dużo eksperymentowała, np. z domieszkami Relanium i amfetaminy.

Dzięki temu miałam trzy wejścia

– tłumaczyła.

Najpierw błogość (Relanium), potem dreszcze (kompot), a na koniec gwałtowne bicie serca i trudności z oddychaniem (amfetamina).

Grzesiek był o Anetę chorobliwie zazdrosny, miał pretensje nawet o krótką rozmowę z kolegą w jego towarzystwie. Z czasem zaczął próbować podporządkowywać sobie młodszą partnerkę przemocą. Wpadał w szał nawet bez powodu, po czym zawsze przepraszał i obiecywał, że to był już ostatni raz. Nigdy nie był. Po niecałym roku znajomości Aneta postanowiła odejść, co rozzłościło mężczyznę. Wydedukował, że zatrzyma ją przy sobie poprzez ciążę. Krótko potem nastolatka nie dostała miesiączki.

Matka Anety, która od początku była przeciwna związkowi córki ze starszym mężczyzną, szybko zorientowała się o jej stanie.

Nie będę chował twojego bękarta!

– wykrzykiwał ojciec nastolatki.

Po głośnej awanturze ciężarna uciekła na działki. Ukrywała się tam dwa dni, aż znalazła ją zapłakana matka, prosząc o powrót do domu. Trafiła na detoks do Olsztyna, skąd po dwóch tygodniach uciekła i mimo nalegań ojca nigdy nie wróciła. Po powrocie do Węgorzewa udawała przed rodzicami, że zerwała nałogiem, choć tak naprawdę brała rzadziej i mniejsze dawki. Po pół roku wymknęła się z domu i pojechała przeszło dwadzieścia pięć kilometrów, by odwiedzić znajomych. Na "gigancie" chwyciły ją bóle porodowe i w giżyckim szpitalu urodziła córkę – Zuzię. Dziewczynka była wcześniakiem, ważyła tylko 1,4 kg, miała bardzo dużą wadę wzroku i prawie miesiąc leżała w inkubatorze w Suwałkach. 16-letnia matka wraz z rodzicami regularnie ją odwiedzała, jednak gdy noworodek w końcu wrócił z nimi do Węgorzewa, straciła zainteresowanie. Grzegorz także nie interesował się córką, a trzy miesiące po jej przyjściu na świat, Aneta wróciła zarówno do byłego partnera, jak i do regularnego ćpania. Jej prawa rodzicielskie zostały ograniczone, a opiekę nad Zuzanną przejęła babcia dziewczynki, którą sąd ustanowił rodziną zastępczą.

Matka Anety z wykształcenia była księgową. W swojej karierze pracowała w banku, urzędzie miasta i gminy, na koniec jako kadrowa w szkole. Mimo problemów wychowawczych miała dobry kontakt z córką, według której tylko ona trzymała rodzinę w kupie i walczyła o jak najlepszy byt dla swoich dzieci i wnuczki. W 1997 roku kobieta jak co dzień przygotowywała dla domowników posiłek i z pozoru niegroźnie oparzyła się w palec. Z czasem na jej ciele zaczęły wyskakiwać wypełnione wodą pęcherze. Dermatolog uznała objawy za zwykłe uczulenie i kazała kobiecie wrócić do domu. Gdy bąble zaczęły się coraz bardziej rozprzestrzeniać, trafiła do olsztyńskiego szpitala, gdzie zdiagnozowano u niej pęcherzycę. Po siedmiu tygodniach niespodziewanie zmarła, nie doczekawszy się odwiedzin córki.

Aneta przerwała szkołę zaraz po pogrzebie matki. Coraz więcej ćpała i gorzej dogadywała się z ojcem. Pewnego dnia, po prostu wsiadła w autobus i odjechała. Do Węgorzewa już nigdy nie wróciła.

Nie mogłam już z nim wytrzymać, czepiał się o wszystko

– tłumaczyła swoją decyzję.

Wysiadła na Dworcu Centralnym w Warszawie, gdzie szybko trafiła na grupkę narkomanów. Z czasem zamieszkała u jednego z dilerów na Ochocie, dla którego w zamian za dach nad głową sprzedawała amfetaminę. Codziennie brała narkotyki, często niemałe ilości.

Kiedyś stałam w Warszawie pod Rotundą, jest tam apteka z szybą jak weneckie lustro, że od zewnątrz możesz się przejrzeć. Spojrzałam na siebie i wydawało mi się, że widzę na twarzy krostę. Próbowałam ją wycisnąć. W pewnym momencie wyszła z apteki kobieta i zapytała, co mi się stało. Okazało się że stałam tam ponad trzy godziny. Straciłam kompletnie poczucie czasu

– opowiadała.

Niedługo po przyjeździe do stolicy zaraziła się wirusem HIV. Mimo tego wciąż eksperymentowała i regularnie brała Clonazepam. Kilkukrotnie miała zapaść na ulicy. Nie bała się śmierci, twierdziła, że było jej wszystko jedno i nie interesowała się swoim dalszym losem. Była wręcz wyprana z uczuć. Nie obeszła jej nawet wiadomość o samobójczej śmierci Grzegorza. Nie pojechała na pogrzeb, rzadko też dzwoniła do domu, by zapytać o córkę.

Któregoś razu włóczyłam się po mieście. Nie padało, więc szłam do domu na piechotę. Stałam przed przejściem, a obok mnie kobieta z siatkami plastikowymi

– wspominała.

Wyraźnie się spieszyła z tymi zakupami. Zanim zielone się zapaliło, już weszła na jezdnię. Nagle nadjechał samochód, uderzył ją w połowie przejścia. Z butów normalnie wyskoczyła. Pękły jej te siatki i wszystkie przedmioty się rozsypały. Nie rzuciłam się na ratunek, nawet na nią nie spojrzałam. Tylko na jej portfel. Upadł obok mnie. Nie zastanawiałam się. Wzięłam go i schowałam się do budki telefonicznej. Wyjęłam osiemdziesiąt złotych, portfel zostawiłam w budce i uciekłam. Potem dopiero był przebłysk. Może ona nie żyje. Może do dzieci szła. Ludzie to wszystko widzieli. Biegłam. To przecież mogłam być ja. To ja mogłam wejść na przejście. A może mama już nade mną nie czuwa? Ale zaraz się naćpałam i już nie pamiętałam niczego.

Aneta całymi dniami tułała się po Warszawie, kradła w sklepach i żebrała. Ludzie chętnie jej pomagali, potrafiła wzbudzić litość i umiejętnie grała pokrzywdzoną przez los. W przeciwieństwie do wielu narkomanów z jej otoczenia, dbała o swój wygląd i nie wyglądała na uzależnioną. Miała talent do zjednywania sobie przychylności obcych ludzi. Posiadała stałych sponsorów i sponsorki, którymi byli tknięci litością nad młodą dziewczyną starsi ludzie.

Z czasem z Ochoty wyprowadziła się na Żoliborz, gdzie mieszkał jej nowy chłopak – Dariusz Uba. Mężczyzna był od niej o pięć lat starszy i także ćpał. Rachunki za mieszkanie płaciła jego matka, która razem z konkubentem mieszkała w Legionowie. Ojciec mężczyzny popełnił samobójstwo, najprawdopodobniej z bólu spowodowanym chorobą nowotworową. Darek parał się kradzieżami, często znikał na całe dnie i noce. Zawsze wracał z pieniędzmi i narkotykami, dlatego Aneta nie musiała już organizować dla siebie towaru.

Na początku jedna działa brownu starcza ci na cały dzień, ale potem okazuje się, że jest ci mało. To w zależności od tego, jak często bierzesz. Na początku jedna działka starczała na nas oboje, a później już nie. Było tak, że jak Darek zarobił więcej pieniędzy i było dużo narkotyków, to bez oporu się brało. Potrzebowałaś zapalić czy nie, to i tak paliłaś.

Z czasem sama zaczęła produkować kompot, za co później miała kolegium. Była też karana za drobne kradzieże w supermarketach, rabunki kieszonkowe w autobusach i fałszerstwo.

. . .

Latem 2001 roku Aneta poznała 71-letnią Olgę, zwaną przez bliskich Oleną. Pogodna i towarzyska staruszka mieszkała w bloku na ulicy Andersa i często spacerowała po okolicznych skwerkach.

Bez nazwy-1.png

Olga Koszutska-Listkiewicz; zdjęcia z archiwum Michała Listkiewicza


W 1955 roku Olga Koszutska-Listkiewicz ukończyła studia reżyserskie na PWST w Warszawie. Pracowała jako aktorka oraz reżyser teatralny i telewizyjny. Robiła spektakle w całej Polsce, jej aranżacje pojawiły się także w Teatrze Telewizji. W latach 70. była wykładowcą w Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie, ponadto wraz z literaturoznawcą Witoldem Kochańskim oraz swoim mężem Zygmuntem wydała poradnik dla recytatorów. Nieżyjący od 1989 roku Zygmunt Listkiewicz także był aktorem i reżyserem. Mieli jednego syna, Michała – sędziego piłkarskiego, działacza sportowego, a w latach 1999–2008 prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Aneta organizowała spotkania z Olgą tak, by wyglądały na przypadkowe i co kilka dni wpadały na siebie na trasie spacerów staruszki. Często przychodziła do okolicznego baru mlecznego "Sady", gdzie starsza pani przesiadywała ze znajomymi oraz prowadziła żywe dysputy ze spotkanymi ludźmi o sztuce, kulturze czy literaturze. Kobietę wzruszyła przedstawiona przez 22-latkę historia życia – opowiadała o sobie jako córce alkoholika, znajdującej się w trudnej sytuacji materialnej i mającej na utrzymaniu małą siostrę. Olga szybko polubiła Anetę, która nazywała ją ciocią. Z czasem ich znajomość przerodziła się przyjaźń – a przynajmniej tak myślała emerytka. Opiekowała się i troszczyła o młodszą przyjaciółkę, dawała jej pieniądze, częstowała jedzeniem, kupowała ubrania i najpotrzebniejsze przedmioty. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia Aneta zadzwoniła do Olgi i opowiedziała zmyśloną historię, że nie ma pieniędzy na prezenty świąteczne dla najbliższych. Staruszka zaprosiła ją do siebie, zrobiła herbatę, dała trzysta złotych i zaoferowała, że jeżeli będzie w pobliżu, niech zawsze ją odwiedza, by porozmawiać. Dziewczyna skwapliwie to wykorzystywała. Z czasem wymyśliła historię o siostrze w Berlinie, do której chciała pojechać, a "ciocia" Olga postanowiła jej tę podróż sfinansować. Sąsiedzi, znajomi i syn kobiety wiedzieli, że kobieta ma serce na dłoni i uwielbia pomagać, dlatego jej znajomość z młodą dziewczyną nikogo specjalnie nie dziwiła. Kobieta była bardzo wrażliwa i nigdy nie przywiązywała większej wagi do kwestii materialnych. W końcu Michał Listkiewicz z żoną poprosił mamę, by przeprowadziła się bliżej nich, na Ochotę. Przeprowadzka była już przygotowana, ale Olga nie chciała opuszczać ulubionego miejsca i ludzi, z którymi codziennie się widywała.

Darek wiedział o znajomości swojej partnerki z hojną "ciocią" i śmiał się z jej naiwności. Gdy w 2002 roku nastąpiło załamanie pogody, a bardzo niskie temperatury uniemożliwiły Oldze spacery i zarazem zmniejszyły Anecie szanse na jej spotkanie i wyłudzenie pieniędzy, Uba postanowił, że muszą okraść kobietę. Ustalili, że Aneta poda staruszce środki nasenne, a gdy ta zaśnie, ograbią mieszkanie.

8 lutego 2002 roku Aneta zadzwoniła do Olgi pod pretekstem problemów z ojcem alkoholikiem i poprosiła o spotkanie. Wieczorem kobieta zaprosiła ją do siebie, zaparzyła herbaty i od razu dała sto złotych. W tym czasie partner Anety czekał na półpiętrze klatki schodowej. Dziewczyna spytała czy może zadzwonić, po czym wyszeptała do słuchawki, że dostała pieniądze i mogą już odwołać akcję.

Ile?

– spytał Darek.

Za mało!

– skwitował po usłyszeniu kwoty.

Wsyp jej te tabletki. A jak uśnie, poszukaj więcej pieniędzy

– zarządził.

Aneta rozkruszyła i wrzuciła do herbaty staruszki dwie tabletki Clonazepamu, jednak kobieta nie zasnęła i wciąż żywo prowadziła rozmowę. Po jakimś czasie dziewczyna znów zadzwoniła do Darka.

Co mam robić? To wcale nie działa

– skarżyła się.

Chłopak kazał jej wrzucić więcej tabletek, co najmniej sześć. Aneta się nie zgodziła, bała się, że w ten sposób może zabić Olgę. Mimo to wrzuciła do jej szklanki kolejne dwie pokruszone pigułki. Kiedy i te nie poskutkowały, postanowiła odpuścić. Pożegnała się i wyszła z mieszkania. Wychodząc, zauważyła, że starsza pani stała się ospała, pomyślała, że może leki w końcu zaczęły działać. Postanowiła, że wrócą do kobiety nocą. Pojechała z Darkiem po towar, zażyli swoje działki i zasnęli. Około drugiej w nocy Anetę obudził krzyk jej chłopaka.

Zaspaliśmy!

– potrząsał nią.

Udali się pod blok staruszki, Aneta zadzwoniła domofonem. Kobieta otworzyła przyjaciółce drzwi i mimo późnej godziny przywitała uśmiechem. Dopiero gdy zobaczyła za jej plecami Darka, przeraziła się.

Kto to?

– spytała i cofnęła się w stronę kuchni.

Mężczyzna ruszył w jej kierunku. Chwycił drewniany młotek do mięsa, który leżał na blacie i zaczął uderzać. Ofiara osunęła się na podłogę.

Daj kabel!

– krzyknął do partnerki.

Usiadł okrakiem na staruszce i owinął wokół jej szyi przewód od radia. Chwycił jeden koniec, a Aneta za drugi i z całych sił zacisnęli pętlę. Po kilku minutach Olga Koszutska-Listkiewicz przestała się ruszać.

Ona już chyba nie żyje

– wyszeptała Aneta.

Dariusz sprawdził puls kobiety, podniósł głowę, pokręcił nią.

Jeszcze żyje

– stwierdził i sięgnął po nóż.

Zadawał ciosy z tak dużą siłą, że aż złamało się ostrze. Uderzał w klatkę piersiową, twarz, szyję, ramiona. Odwrócił ofiarę na brzuch, by dźgać w plecy. Na koniec poderżnął jej gardło.

Para przeszukała mieszkanie, Darek w wełnianych rękawiczkach i foliowych siatkach nałożonych na buty, Aneta bez wcześniejszego przygotowania. Ukradli biżuterię, medale okolicznościowe po ojcu kobiety i pieniądze w kwocie około dziesięciu tysięcy złotych. Po wyjściu Aneta zamknęła drzwi na klucz, który znalazła w jednej z szuflad i udali się na postój taksówek. Po drodze Darek wyrzucił do kontenera narzędzia zbrodni, które Aneta wcześniej zapakowała w reklamówkę. Po powrocie do swojego mieszkania na Sadach Żoliborskich wyrzucili ubrania, które mieli tej nocy na sobie – oprócz skórzanej kurtki Darka. Przebrali się i poszli spać. Rano Uba pojechał po narkotyki, których kupił bardzo dużo. Pieniądze wydali także na ubrania, pierścionek dla Anety, telefony komórkowe, nowy telewizor oraz Playstation. Większość jednak przećpali.

Po kilku dniach sąsiadów zaczęła niepokoić nieobecność Olgi. Dzwonili i pukali do jej drzwi, ale oczywiście nikt nie otwierał. Wracając ze spaceru, jedna z sąsiadek zauważyła, że od kilku dni w mieszkaniu staruszki bez przerwy widać odblask telewizora, zawiadomiła więc syna Olgi. Michał Listkiewicz przebywał akurat na Cyprze, gdzie reprezentacja Polski rozgrywała towarzyski mecz z Irlandią Północną. Prezes PZPN poprosił więc swojego przyjaciela oraz syna, by sprawdzili, co dzieje się w mieszkaniu jego matki. Mężczyźni pojawili się na miejscu 14 lutego. Okazało się, że wzięli niepasujący do zamka klucz, dlatego jeden z nich wspiął się na oblodzony balkon. Tam przez przeszklone drzwi zobaczył wystające z kuchni nogi.

Policjanci zabezpieczyli wiele śladów linii papilarnych i DNA na niedopałkach papierosów. Znaleźli też notes zamordowanej, w którym było imię "Anetka". W momencie znalezienia ciała kobieta miała otwarte oczy. Sekcja zwłok wykazała dwadzieścia osiem ran tłuczonych głowy, złamanie kości czaszki, dwie rany kłute, trzy cięte, dwie punktowe rany skóry, ranę kłutą policzka i lewego przedramienia, głęboką ranę ciętą szyi z przecięciem krtani, czternaście ran kłutych klatki piersiowej oraz innych narządów, złamane żebra. We krwi denatki nie znaleziono śladów Clonazepamu, ani innych środków odurzających, co może oznaczać, że ofiara nie wypiła herbaty. Biegli nie byli w stanie określić daty jej śmierci.

Aneta Barczuk i Dariusz Uba zostali zatrzymani 20 lutego w swoim mieszkaniu. Podczas przeszukania znaleziono skórzaną kurtkę Dariusza oraz dwudziestoszylingowy banknot ze śladami krwi Olgi Koszutskiej-Listkiewicz. Aneta od razu przyznała się do udziału w morderstwie, Darek zasłaniał się niepamięcią spowodowaną narkotykami. Przy drugim przesłuchaniu, oskarżona usiłowała już umniejszyć swoją rolę w zabójstwie i uważała, że "nie była do końca świadoma tego, co robi, bo była na prochach". Mówiła, że bardzo żałuje tego co się stało. Uba całą winę zrzucał na swoją partnerkę. Przesłuchany został także jego brat, który od jakiegoś czasu, po wyjściu z więzienia mieszkał z parą. Mówił, że nie zauważył, by w zachowaniu jego współlokatorów cokolwiek się zmieniło i by mógł coś podejrzewać. Po morderstwie łatwo przeszli do porządku dziennego. Przypomniał sobie jedynie, że zaczęli prowadzić rozrzutny tryb życia, jeździli wszędzie taksówkami, a Aneta nosiła pierścionek zaręczynowy. Dwa dni przed wtargnięciem policji odwiedziła ich matka braci Uba, która także nie zauważyła żadnych zmian.

Nie pamiętam swojego życia przez kolejne dwa tygodnie, aż do zatrzymania. Byłam naćpana, chciałam się zaćpać

– mówiła Aneta.

Ćpałam po to, żeby nie myśleć o tym, co się stało. Nie wiedziałam, co mam robić, czy wezwać policję, czy komuś o tym powiedzieć, czy się zaćpać. Wybrałam ten trzeci wariant. W końcu znalazła nas policja.

Zeznania składali także taksówkarze, którzy feralnej nocy stali na postoju, po którym kręcili się mordercy. Jeden z nich zeznał, że Aneta miała błędny wzrok, jakby była w szoku lub czymś zrozpaczona.

Biegli psychiatrzy nie stwierdzili u Barczuk choroby psychicznej. Rozpoznano, że ma nieprawidłową osobowość, jest silnie egocentryczna i hedonistyczna, a zarazem posiada znacznie rozwinięte umiejętności społeczne. "To osoba obdarzona niezwykłą łatwością nawiązywania kontaktów z ludźmi, wzbudzania zaufania oraz traktowania ludzi w sposób instrumentalny, dla zaspokojenia własnych celów". Umiejętnie manipulowała innymi, dlatego tak skutecznie żyła z żebractwa. Jej znajomości nigdy nie były bezinteresowne, jest osobą nastawioną tylko na zaspokajanie własnych potrzeb. Na obserwacji psychiatrycznej była bardzo lubiana, miła w obejściu, wzbudzała współczucie i opiekuńczość. Inne pacjentki oddawały jej nawet swoje ubrania. Starała się wywrzeć dobre wrażenie na lekarzach i demonstrowała przeżywane poczucie winy. Biegli stwierdzili, że okazana przez nią skrucha mogła mieć jedynie na celu pozytywne kształtowanie jej wizerunku w oczach innych. U takiej osoby wszystko może być manipulacją, jednak ciężko stwierdzić obiektywnie, co jest szczerą reakcją, a co manipulowaniem. Mimo daleko posuniętego egocentryzmu, mogła być podatna na wpływ drugiego człowieka. Z drugiej strony ma bardzo silną osobowość i nie jest osobą, która łatwo się podporządkowuje. Ma zdolności organizatorskie, jest stanowcza i zdecydowana. Biegli zauważyli także jej dużą podatność na frustrację, co oznacza, że gdy jej potrzeby nie były zaspokajane, dążyła do tego, by je jak najszybciej spełnić. Była konsekwentna w dążeniu do swoich celów, jednak nigdy niczego nie planowała. W swoim życiu nie spełniła żadnej roli psychospołecznej – nie radziła sobie z byciem córką, siostrą, matką.

Olga Koszutska-Listkiewicz została pochowana na Cmentarzu Wawrzyszewskim. Kilka miesięcy po zatrzymaniu morderców zmarł ojciec Anety. Mężczyzna miał problemy z sercem i cukrzycę, przez co nie mógł pić alkoholu, mimo tego nie zmieniał swojego trybu życia. Syn mężczyzny zerwał kontakty z siostrą, gdy dowiedział się, czego się odpuściła. Nie spełniał też wymogów, by adoptować Zuzię, która trafiła do domu dziecka.

. . .

Mama była osobą niesamowicie ufną

– mówił Michał Listkiewicz podczas procesu, który rozpoczął się w maju 2003 roku w Sądzie Okręgowym w Warszawie.

Na rozprawie wiele mówiono o niezwykłych cechach ofiary. O jej dobroci i niezwykłej wrażliwości na ludzką krzywdę.

Ja stałem na korytarzu, Aneta weszła do mieszkania. Usłyszałem krzyk, potem wszedłem do środka. Zobaczyłem, jak Aneta uderza nożem panią Listkiewicz. Położyłem kobietę na podłodze i razem z Anetą zacisnąłem sznur na jej szyi. Potem poderżnąłem jej gardło.

– opowiadał tego dnia swoją wersję wydarzeń Darek.

Dlaczego pan to zrobił?

– spytał przewodniczący składu orzekającego, sędzia Marek Celej.

Nie wiem, chyba dla pewności.

Kiedy Uba opowiadał, Aneta z dezaprobatą kręciła głową. Sąd nie dał jednak wiary wyjaśnieniom oskarżonego, a wydane orzeczenie oparł na wersji wydarzeń Barczuk, którą uznał za wiarygodną i znajdującą potwierdzenie w zebranym materiale dowodowym.

Mój pobyt w areszcie codziennie uświadamia mi rozmiar tragedii, w której uczestniczyłam. Chcę wyrazić głęboki żal przed wszystkimi bliskimi pani Listkiewicz i prosić o wybaczenie

– błagała w sądzie kobieta, tłumacząc przy tym, że wszystko co się stało, było spowodowane jej silnym uzależnieniem od narkotyków. Jednak wina oskarżonych nie budziła żadnych wątpliwości, dlatego 23 maja 2003 roku zapadł wyrok. (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie)

To była okropna, ohydna i zupełnie niepotrzebna zbrodnia

– mówił sędzia Celej.

Należy brać pod uwagę to, że zaplanowali wszystko. Chcieli okraść starszą panią i zabili świadka

– dodał.

Mimo iż byli pod wpływem narkotyków, nie mieli zniesionej poczytalności, ani ograniczonej zdolności rozpoznania znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem. Ich role w zbrodni były podzielone, a przedmioty użyte świadczyły o tym, że chcieli zabić staruszkę. Mimo tego, obrońca Anety, mec. Andrzej Morawski stwierdził:

Śmierć człowieka w takich okolicznościach jest zawsze dramatyczna i nie można tego zaakceptować. Ale prawdą jest, że na ławie oskarżonych powinny zasiąść środki odurzające i narkotyki.

Sąd skazał Anetę Barczuk oraz Dariusza Ubę na karę po 25 lat pozbawienia wolności, podkreślając przy tym, że mężczyzna będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie po 20 latach, a kobieta po 15. Sąd na korzyść Anety wziął pod uwagę jej przyznanie się do winy, wyrażoną skruchę, złożenie przez nią wyczerpujących wyjaśnień i sytuację osobistą i zdrowotną – to, że jest nosicielką wirusa HIV. Fakt, że nie otrzymali kary dożywocia, spowodowane było "chęcią dania im szansy". Sędzia dodał jeszcze:

Społeczeństwo nie może odtrącać ludzi. Być może kiedyś będą mogli normalnie żyć. Wszystko zależy od resocjalizacji.

Na sali sądowej Michał Listkiewicz powiedział:

Nie szukam zemsty. To kara bardzo surowa. Daje jednak tym młodym ludziom szansę na powrót do społeczeństwa.

Odszukał także córkę Anety, której pomagał finansowo, dopóki nie została adoptowana przez rodzinę nauczycieli na Mazurach, którzy zaczęli się nią odpowiednio zajmować. Swój gest tłumaczył chęcią sprawienia, by Zuzanna nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji jak jej matka.

Na sali sądowej, matka Dariusza krzyczała:

To ona ją zabiła! Ona wzięła wszystkich na litość!

Prokurator Rafał Zawalski nie zgodził się z wyrokiem i zażądał dla oskarżonych kary dożywotniego pozbawienia wolności.

Oskarżeni przyznają się do czynu. Przygotowywali się do niego i działali bestialsko. Nie ma tu okoliczności łagodzących

– stwierdził Zawalski, który nie dał wiary w skruchę oskarżonej.

Obrońcy chcieli dla Barczuk i Uby po 15 lat więzienia. Przerzucali się argumentami, kto bardziej przyczynił się do zbrodni.

Sąd Apelacyjny utrzymał jednak wyrok sądu niższej instancji, dodając, że Aneta będzie mogła ubiegać się o przedterminowe zwolnienie po upływie 20 lat. W orzeczeniu czytamy:

Oskarżeni działali w sposób wyjątkowo okrutny i bestialski. W ich działaniach wystąpiło wielokrotne przekroczenie stopnia przemocy koniecznej do pozbawienia życia pokrzywdzonej. (...) Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że pokrzywdzona okazywała oskarżonej troskę i współczucie. Do końca nie wiedziała, że była oszukiwana. Powyższe wskazuje na fakt degradacji uczuć i zwykłych ludzkich odruchów w oskarżonej i współdziałającym, Dariuszu Ubie.

. . .

W 2005 roku Barczuk wysłała do Michała Listkiewicza listy pełen skruchy i z przeprosinami, ale i z prośbą o wsparcie rzeczowe i finansowe. Gdy w kwietniu zmarł papież Jan Paweł II, syn zamordowanej odpisał:

Aneto! Dziękuję za list z 28 marca. Jak wiesz, ja już Ci wybaczyłem. Moja Mama, spoglądająca na nas z nieba – też. W tych szczególnych dniach, wielkiej żałoby po śmierci Ojca Świętego, wszystkie sprawy wyglądają zupełnie inaczej. Jesteśmy życzliwi, bardziej dla siebie serdeczni, uspokojeni. (...) Jeżeli mogę Ci pomóc, przysyłając ubranie, lekarstwa lub jedzenie, proszę o wiadomość. Pozdrawiam. Nie załamuj się, walcz ze złem i wierz. Michał Listkiewicz

Mimo sprzeciwu żony, większości rodziny i przyjaciół, mężczyzna postanowił wybaczyć morderczyni swojej matki oraz udzielić jej wsparcia. Wysyłał jej do więzienia środki czystości, podręczniki do nauki, kosmetyki, pieniądze na leczenie zębów.

Wybaczyłem, bo mama by tak postąpiła

– uzasadniał Listkiewicz.

Wybaczyłem, bo nienawiść zatruwa nam życie, dewastuje nas. A ja wierzę, że każdy człowiek ma w sobie pokłady dobra. Nie ma ludzi z gruntu złych.

O Dariuszu Ubie powiedział:

To on był inspiratorem morderstwa. W pierwszym odruchu też mu wybaczyłem, ale z dużo mniejszym przekonaniem niż Anecie, której życzę, by stała się dobrym człowiekiem. On mnie nie interesuje.

Po kilku latach Listkiewicz zerwał kontakty z Anetą, zdał sobie sprawę, że nie może wiecznie się z nią identyfikować, w pewnym sensie uzależnić od niej jak ofiara od oprawcy. Na problem zwrócili mu uwagę adwokaci, którzy pomagali mu w kontaktach z osadzoną. Proponowali nawet, by poddał się specjalnej terapii psychologicznej.

Zrozumiałem problem i dałem sobie spokój

– mówił.

. . .

Aneta Barczuk (zdjęcie) ze względu na stan zdrowia korzystała z przerw w odbywaniu kary. Nie miała wsparcia w rodzinie, która definitywnie się od niej odwróciła, dlatego wróciła do Warszawy i zamieszkała u swojego chłopaka, którego poznała listownie w więzieniu. Próbowała swoich sił jako fotomodelka, jednak nie udało jej się zdobyć żadnych zleceń. Po zakończeniu przepustki zdrowotnej wróciła do zakładu karnego, jednak z następnej w 2010 roku już nie. W listopadzie został wysłany za nią list gończy. Policja zatrzymała ją w maju 2012 roku w lesie koło Nowego Dworu Mazowieckiego. Była zaskoczona i nie stawiała oporu. Podczas nielegalnego pobytu na wolności miała dopuścić się oszustwa.

takiebedzie.png

Aneta Barczuk; zdjęcie z archiwum policji


Aneta co jakiś czas wysyła wnioski o ułaskawienie, argumentując je przede wszystkim tym, że jest nosicielką wirusa HIV:

Nie wiem, kiedy śmierć zajrzy mi w oczy, bo choć chodzę jeszcze o własnych siłach, to boję się jutra, bo zwykła złapana infekcja może mnie zabić.

Pisze także o tym, że w czasie popełnienia zbrodni była młoda i o tym, że syn ofiary jej wybaczył. Uważa, że jej proces resocjalizacji przebiega poprawnie, więzienie ją zmieniło i chciałaby móc już normalnie żyć, założyć rodzinę. W swoich wnioskach przedstawia Dariusza jako jedynego winowajcę i nie do końca akceptuje siebie jako zabójczynię. Do swoich pism dołączała listy, które otrzymała od Michała Listkiewicza, jednak Sąd uznał, że przedstawiona korespondencja jest przez nią nadinterpretowana i nie świadczy o tym, że syn ofiary chciał jej ułaskawienia. Sam Listkiewicz odniósł się do tego słowami:

Uważam to za pewnego rodzaju wykorzystanie, nadużycie. Z mojej strony był to jednorazowy akt przebaczenia.

Aneta ma obecnie 39 lat. W związku z przerwami w odbywaniu kary oraz ucieczką, jej zakończenie wyroku przypada na 17 czerwca 2029 roku. (zdjęcie)

. . .

Z ostatnich informacji o Zuzannie, córce Anety, do których dotarłam, wynika, że dziewczyna nie wie, kim jest jej biologiczna matka i nie pamięta swojego wczesnego dzieciństwa. Nie nosi nazwiska ani Anety, ani Grzegorza. Aktualnie ma około 23 lat.

. . .

Do napisania powyższego tekstu korzystałam z rozdziału "Samotność" z książki Katarzyny Bondy "Polskie morderczynie". Informacje z prasy, które zawarłam w tej historii, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd. Sąd zgodził się na publikację danych osobowych skazanych.

• • •

Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć mnie, bym mogła pozwolić sobie na poświęcenie większej ilości czasu na pisanie dla Was, to zapraszam na mój Patronite.

32

Komentarze

  • Sebek

    Szok.

  • Nadia

    Nawet nie wiem co powiedzieć...szok, szok i jeszcze raz szok.

  • golip

    Czytam od początku Twoje wpisy na wykopie. Fajnie się obserwuje jak każdy kolejny wpis jest coraz lepszy. Trzymam kciuki aby to hobby przerodziło się w prace marzeń :).

  • Spoko, Kwoka!

  • Magda

    Dzięki za Twoją pracę Kvoka! Historia wstrząsająca...

  • Natalia

    Bardzo dobry wpis! Dziękuję i zaglądam dalej. Bardzo przejmująca historia, pokazująca jak dwuznaczne można mieć intencje. Ale co jak co, główna bohaterka pięknie potrafiła wykorzystywać osoby i sytuacje.